Pierwsze promienie przedzierające się przez okno w pokoiku Evelyn pięknie rozświetliły wnętrze oraz obudziły dziewczynę. Na zegarku w jej telefonie pojawiła się godzina 6:45.
Evelyn po stwierdzeniu, że i tak już nie zaśnie zgramoliła się z łóżka i wzięła się za poranną toaletę. Dzień zapowiadał się na dobry, jeżeli chodzi o pogodę na dworze, jeśli chodzi o Evelyn tego nie mogła być pewna.
***
William miał ciężką noc. Nie mógł spać, a w jego głowie pojawiały się koszmary. Było one tak realistyczne jakby prawdziwe. Od około godziny piątek rano siedział już ubrany na swoim łóżku. Siedział tak i rozmyślała nad swoim życiem. Myślał co ma dalej począć i co mu los zagotuje na jego drodze. Marzył żeby się wyrwać z Black Forest, nie widział w tym mieście przepełnionym historycznym duchem przyszłości. Sam nie wiedział co chce robić. Wiedział jedno chciał ruszyć w świat.
Wstając z łóżka, jeszcze z lekka zamulonymi oczami, podszedł do okna. Delikatnie odsłonił ciemną firanę, a promienie słońca były dla niego tak mocne, że ledwo co widział. W krajobrazie za oknem widział to co zawsze, średniej wielkości jezioro i samotne drzewa, które wyrosły tam gdzie im się spodobało. Jednakże w tej codziennej normie dostrzegł coś nowego, postać. Dziewczynę. Siedział na ławce przed mostkiem prowadzącym w głąb jeziora. Wyglądała jakby była stworzona do tego krajobrazu.
Will sięgnął z krzesła sweter i wyszedł na taras. Szybko przeskoczył przez barierkę i ruszył w kierunku nieznajomej. Na dworze był zimno, a ona siedział w samej bluzce z długim rękawem i jeansach. Zaczynała się jesień i nie które liście opadły już na ziemię. Will specjalnie je omijał, żeby zaskoczyć nieznajomą.
-W czym mogę pomóc? -Usłyszał kiedy zbliżał się do niej.
-Ummm... Słyszałaś mnie??? -Zapytał zdziwiony, szedł najciszej jak tylko umiał.
-Tak. -Mówiąc to odwróciła się twarzą do niego.
Jego oczom ukazała się piękna młoda kobieta o średniej długości ciemnych włosach i tajemniczych, dużych, brązowych oczach.
-William Wood. Mogę się dosiąść?-Przedstawił się młodzieniec.
Na pytanie zadane przez niego tylko skinęła głową.
-Evelyn Samll. -Mówiąc swoje nazwisko zamknęła na chwilę oczy i zaciągnęła się czystym powietrzem.
-Z tego co uważałem na historii, a było tego nie wiele, tak samo nazywała się jedna z pierwszych rodzin w Black Forest. -Próbował popisać się Will.
Zimny wiatr przywiewał coraz częściej. Zapowiadał się ponury dzień. Przynajmniej dla niego.
-Wiem jeszcze co nieco o moich...przodkach. -Powiedziała z ironicznym uśmiechem na twarzy. Mówiąc to nie odwróciła się twarzą do chłopaka lecz był on zauważalny. Przez chwile zapanowała cisza. Evelyn zamknęła oczy. Chciała, żeby tylko zaczęło padać, trudniej by było odróżnić łzy od kropli deszczu.
-Myślałem....
-Że nikt z tego rodu nie przetrwał. -Dokończyła za niego.
-Takkk... -Na twarzy chłopaka pojawiło się ogromne zdziwienie. Zastanawiał się czy jego pytanie był tak banalne i przewidywalne. Jego oczy wpatrywały się teraz w Evelyn, dobrze o tym wiedziała. Również i ona przeniosła swój wzrok w jego stronę. Ich nie spotkały się.
-Wiesz może gdzie jest stara posiadłość mojej rodziny? -Spytała nagle, a jej wzrok znowu szukał czegoś daleko przed sobą.
-Tak mogę Cię tam zabrać, w sensie zawiezie nas mój przyjaciel mat bo mnie nie stać na razie na samochód, a tata nie lubi mi pożyczać swojego... Wpadka z przeszłości. -Zażartował na konie William.
Evelyn nic nie odpowiedziała tylko szeroko się uśmiechnęła do chłopaka.
***
Park koło rynku wyglądał jak zawsze. Piękne, potężne dęby były od wieków dumą tego miasteczka i nadal są. To niesamowite, że przetrwały tyle lat no ale czego się dziwić w końcu to Black Forest miasto przepełnione magią.
Evelyn siedziała wraz z Will'em na ławeczce pod jednym z czterech dębów. Pogoda nie należała do najpiękniejszych. Ciągle wiało i zapowiadało się na deszcze. Czekali, aż Matt po nich podjedzie.
-Jedzie! -Powiedział nagle Will. Szybko się zerwał i podbiegł w kierunku parkującego samochodu. W przeciwieństwie do niego dziewczyna spokojnie wstała i również spokojnym krokiem podeszła do auta. Z Nissan Pathfinder wysiadł chłopaka w wieku Willa. Chłopacy od razu się przywitali. Widać, że przyjaźnili się już od dawna.
-Matt Hudson. Miło mi. -Przywitał się chłopak, gdy tylko się zorientował, że tajemnicza dziewczyna do nich dołączyła.
-Evelyn Small. Mnie również. -Uśmiechnęła się delikatnie do chłopaka. Oboje podali sobie ciepły uścisk dłoni i spojrzeli sobie w oczy.
-To jedziemy!!! -Krzyknął Will. Stwierdził, że ta według niego romantyczna chwila trwa za długo.
Cała trójka wgramoliła się do samochodu. Matt od razu po przekręceniu kluczyka w stacyjce włączył radio.
-Sorry ale musicie tego słuchać, moja ulubiona stacja. -Na te słowa Will tylko przewrócił oczami. Nie lubił soul'u ani jazz'u oraz R&B.
-Żartujesz! Człowieku cały czas słucham tej stacji!!!! -Krzyknęła Evelyn. Od razu przybiła z Matt'em piąteczkę, wyszła trochę nie zgrabnie, gdyż Eve usiadła się na tyłach, a Matt kierował.
Z centrum miasteczka do lasu było niespełna 10 minut jazdy samochodem. Kiedy tylko wjechali do lasu Evelyn poczuła ten zapach, o którym zapomniała już kilka stuleci temu jednak teraz odżył. Las wyglądał jakby tamtej nocy zamarł w bezruchu i czekał, aż ktoś zobaczy w nim coś więcej niż tylko stare drzewa. Las czekał na nią. Po chwili wjechali na coś co kiedyś przypominało drogę. Kiedy wjechali w zakręt od razu poczuła, że to już tu, że to już za chwilę, że po raz kolejny będzie musiała ukrywać swoje uczucia oraz swoje prawdziwe oblicze. W końcu ich oczom ukazał się stary dworek, jego ściany zostały porośnięte różną roślinnością a dach się rozpadał. Niesamowite, że po mimo upływu tylu lat ściany domu ciągle stały.
Matt zaparkował przed starą werandą, a cała trójka wyszła z samochodu i stanęła na przeciw dworka. Mimo iż był zrujnowany miał w sobie coś niesamowitego i tajemniczego. Evelyn od razu ruszyła do środka.
-Yyy, a my tu możemy tak w ogóle wchodzić? -Zapytał Will. To miejsce przyprawiało go o lekki dreszczyk, nie chciałby się tu znaleźć późnym wieczorem. Od samego dzieciństwa nie lubił tego lasu, przez te wszystkie historie o nim, które usłyszał jeździł do tego lasu kiedy tylko musiał i nie sam.
-Ogólnie rzecz biorąc jest mój dom... Czyż nie? -Zapytała z lekka ironią w głosie i pomaszerowała dalej. Will i Matt poszli za nią z ciekawości. Z drzwiami nie mieli żadnego problemu, gdyż od dawna ich to już nie było. Kiedy weszli do salonu chłopacy zaczęli się oglądać po ścianach i po całym ogromnym holu, a ona stanęła na środku i przypominała sobie jak to wszytko kiedyś pięknie wyglądało. W jej pamięci pojawiły się obrazy tych wspaniałych balów, tych cudownych sukni jakie posiadała, tych wszystkich cudownych chwil jakie tu spędził ale również ukazały jej się momenty z powodu których opuściła swój dom.
-No co panowie nie sądzicie, że trzeba w ten dom tchnąć świeżego ducha?
-Co masz na myśli??? -Zapytali równocześnie Matt i Will.
-Kupuję ten dom. Już mam pomysł jak będzie wyglądać! -Oznajmiła panna Small i z uśmiechem na twarzy opuściła dworek, a w jej ślady poszli jej towarzysze.
poniedziałek, 20 października 2014
piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział 1
Samotność jest najgorsza, zwłaszcza jeśli się jest samotnym przez większość życia. Co to za życie trwające już prawie 400 lat... Nie ważne jak się bardzo starasz zawsze będzie się potępionym. Zawsze będzie się potworem....
Brzask poranka. Jedne z najpiękniejszych widoków. Czasami jednak nudny kiedy go oglądasz przez cztery wieki.
Evelyn przemierzała kolejne kilometry swoim czarnym, lśniący autem. Samotnie, jak zawsze. Jechała w poszukiwaniu nowego miejsca, w którym może uda jej się zacząć wszystko od nowa. Poznać jakąś przyjaciółkę.... Przyjaciela.
Kiedy nad tym rozmyślała jej oczom ukazał się napis: WELCOME IN BLACK FOREST.
Czas stawić czoła przeszłości. Szybko dodała gazu i połknęła prostą ulicą do miasta.
***
Nie każdy poranek jest miły. Zwłaszcza ten na kacu. Taki właśnie się natrafił Williamowi. Udany wieczór i noc z przyjaciółmi. Poranek beznadziejny i samotny.
Will leniwie z czołgał się po schodach do kuchni dla personelu. Rodzina Williama posiada od kilku pokoleń znakomity pensjonat w Blask Forest.
-Proszę. -Pani Wood podał synowi szklankę z 'lekarstwem' na kaca.
Will posłusznie wypił autorsko nazywane przez niego Cholerne Świństwo.
-William wiesz że drewno samo się nie narąbie i nie przyniesie? -Zapytał żartobliwie pan Wood, który właśnie wszedł do kuchni.
-Ja się sam narąbałem to drewno nie może? -Odpowiedział pytaniem,
-Tak ale ciebie przynosili.... W trzech bo wolałeś sobie tańczyć w fontannie. -Skwitował ojciec i wręczył mu siekierkę.
Will wychodząc zadzwonił po Matta żeby go podwiózł do lasu. Pensjonat, a las znajdowały się po przeciwnych stronach miasta.
-Stary dzięki! -Powiedział Will do Matta, który siedział na masce samochodu. Chłopak tylko się uśmiechnął na jego słowa.
Pogoda była wymarzona na rąbanie drewna. Słońce świeciło, a miły wiaterek lekko schładzał spocone już barki Williama.
***
Black Forest rozrosło się ale rynek czyli najstarsza część miast pozostała bez zmian. Widać, że każdy budynek przeszedł solidne renowacje lecz klimat pozostał ten sam.
-No nic trzeba znaleźć nocleg. -Powiedziała sama do siebie i skręciła w mniejszą uliczkę kierując się znakiem: DO PENSJONATU FOREST HOUSE.
-Czy w tym mieście wszystko musi mieć związek z tym przeklętym lasem! -Wykrzyknęła sama do siebie.
Po niespełna 5 minutach dojechała na miejsce. Trzeba przyznać, że pensjonat bardzo dobrze oddawał klimat miasta.
-Dzień Dobry! -Zawołała wchodząc do salonu. Po jego prawej stronie znajdowało się biurko z napisem recepcja. Wnętrze było przecudowne.
-Witam! Jestem Lucy Wood. Witam w naszym pensjonacie. W czym mogę pomóc?
-Ma pani może mały jednoosobowy pokoik? -Zapytała, rozkładając się po wnętrzu.
-Tak mamy wolny na ile dni?
-Na ile jest możliwość? -Zapytała z uśmiechem na twarzy.
-Na ile pani zechce. Pokoik nie jest używany. Rzadko kto do nas przyjeżdża sam. -Uśmiechnęła się do Evelyn przyjaźnie.
-Wezmę na razie na tydzień.
-Oczywiście. Imię i nazwisko proszę.
-Evelyn Small.
***
Pogoda mimo upływu godzin wciąż była piękna.
-To zaniesiesz później koło kominka! -Zawołała pan Wood do syna, który kończył układać paliki drewna.
-Oczywiście szefie! -Zażartował młody Wood.
Po około pół godzinie oboje wrócili do środka pensjonatu. Niedługo potem zaczęło się już lekko chmurzyć, a deszcze polał się z chmur.
-Oo! Kochanie zapomniałam Ci powiedzieć. Mamy nowego gościa w pensjonacie. -Zaczęła pani Lucy kiedy w trójkę siedzieli w swojej kuchni.
-Któż to wynajął jedynkę? -Zapytał z lekkim zdziwieniem jej małżonek, który popijał letnią kawę i przeglądał dzisiejszą gazetę.
-Evelyn Small.
-Coś mi mówi to nazwisko. -Wtrącił Will.
-Tak mi też... -Odrzekł z zamyślenie jego ojciec, przewracając kolejną stronę gazety.
-Nie jestem pewna... Ale chyba jedna z najstarszych rodzin Black Forest się tak nazywała. -Stwierdziła kobieta.
***
Evelyn siedziała na swój łóżku i spoglądała na gwiazdy przy otwartym oknie. Chłodny wiaterek był bardzo przyjemny o tej porze. Patrząc w gwiazdy dziewczyna wspominała te lepsze chwile w Black Forest. Gdy pomyślała o tym jak przekonała się, dlaczego to miejsce...ten las noszą tą nazwę, jej oczy napełniły się łzami. Nie minęło kilka sekund łzy przeniosły się na jej policzki. Spływały delikatnie i pomału.
-Evelyn Small. Dusza potępiona. Wampir... -Wyszeptała przez łzy, a ostanie słowo wypowiedział tak cichutko, że słyszała je tylko ona.
Brzask poranka. Jedne z najpiękniejszych widoków. Czasami jednak nudny kiedy go oglądasz przez cztery wieki.
Evelyn przemierzała kolejne kilometry swoim czarnym, lśniący autem. Samotnie, jak zawsze. Jechała w poszukiwaniu nowego miejsca, w którym może uda jej się zacząć wszystko od nowa. Poznać jakąś przyjaciółkę.... Przyjaciela.
Kiedy nad tym rozmyślała jej oczom ukazał się napis: WELCOME IN BLACK FOREST.
Czas stawić czoła przeszłości. Szybko dodała gazu i połknęła prostą ulicą do miasta.
***
Nie każdy poranek jest miły. Zwłaszcza ten na kacu. Taki właśnie się natrafił Williamowi. Udany wieczór i noc z przyjaciółmi. Poranek beznadziejny i samotny.
Will leniwie z czołgał się po schodach do kuchni dla personelu. Rodzina Williama posiada od kilku pokoleń znakomity pensjonat w Blask Forest.
-Proszę. -Pani Wood podał synowi szklankę z 'lekarstwem' na kaca.
Will posłusznie wypił autorsko nazywane przez niego Cholerne Świństwo.
-William wiesz że drewno samo się nie narąbie i nie przyniesie? -Zapytał żartobliwie pan Wood, który właśnie wszedł do kuchni.
-Ja się sam narąbałem to drewno nie może? -Odpowiedział pytaniem,
-Tak ale ciebie przynosili.... W trzech bo wolałeś sobie tańczyć w fontannie. -Skwitował ojciec i wręczył mu siekierkę.
Will wychodząc zadzwonił po Matta żeby go podwiózł do lasu. Pensjonat, a las znajdowały się po przeciwnych stronach miasta.
-Stary dzięki! -Powiedział Will do Matta, który siedział na masce samochodu. Chłopak tylko się uśmiechnął na jego słowa.
Pogoda była wymarzona na rąbanie drewna. Słońce świeciło, a miły wiaterek lekko schładzał spocone już barki Williama.
***
Black Forest rozrosło się ale rynek czyli najstarsza część miast pozostała bez zmian. Widać, że każdy budynek przeszedł solidne renowacje lecz klimat pozostał ten sam.
-No nic trzeba znaleźć nocleg. -Powiedziała sama do siebie i skręciła w mniejszą uliczkę kierując się znakiem: DO PENSJONATU FOREST HOUSE.
-Czy w tym mieście wszystko musi mieć związek z tym przeklętym lasem! -Wykrzyknęła sama do siebie.
Po niespełna 5 minutach dojechała na miejsce. Trzeba przyznać, że pensjonat bardzo dobrze oddawał klimat miasta.
-Dzień Dobry! -Zawołała wchodząc do salonu. Po jego prawej stronie znajdowało się biurko z napisem recepcja. Wnętrze było przecudowne.
-Witam! Jestem Lucy Wood. Witam w naszym pensjonacie. W czym mogę pomóc?
-Ma pani może mały jednoosobowy pokoik? -Zapytała, rozkładając się po wnętrzu.
-Tak mamy wolny na ile dni?
-Na ile jest możliwość? -Zapytała z uśmiechem na twarzy.
-Na ile pani zechce. Pokoik nie jest używany. Rzadko kto do nas przyjeżdża sam. -Uśmiechnęła się do Evelyn przyjaźnie.
-Wezmę na razie na tydzień.
-Oczywiście. Imię i nazwisko proszę.
-Evelyn Small.
***
Pogoda mimo upływu godzin wciąż była piękna.
-To zaniesiesz później koło kominka! -Zawołała pan Wood do syna, który kończył układać paliki drewna.
-Oczywiście szefie! -Zażartował młody Wood.
Po około pół godzinie oboje wrócili do środka pensjonatu. Niedługo potem zaczęło się już lekko chmurzyć, a deszcze polał się z chmur.
-Oo! Kochanie zapomniałam Ci powiedzieć. Mamy nowego gościa w pensjonacie. -Zaczęła pani Lucy kiedy w trójkę siedzieli w swojej kuchni.
-Któż to wynajął jedynkę? -Zapytał z lekkim zdziwieniem jej małżonek, który popijał letnią kawę i przeglądał dzisiejszą gazetę.
-Evelyn Small.
-Coś mi mówi to nazwisko. -Wtrącił Will.
-Tak mi też... -Odrzekł z zamyślenie jego ojciec, przewracając kolejną stronę gazety.
-Nie jestem pewna... Ale chyba jedna z najstarszych rodzin Black Forest się tak nazywała. -Stwierdziła kobieta.
***
Evelyn siedziała na swój łóżku i spoglądała na gwiazdy przy otwartym oknie. Chłodny wiaterek był bardzo przyjemny o tej porze. Patrząc w gwiazdy dziewczyna wspominała te lepsze chwile w Black Forest. Gdy pomyślała o tym jak przekonała się, dlaczego to miejsce...ten las noszą tą nazwę, jej oczy napełniły się łzami. Nie minęło kilka sekund łzy przeniosły się na jej policzki. Spływały delikatnie i pomału.
-Evelyn Small. Dusza potępiona. Wampir... -Wyszeptała przez łzy, a ostanie słowo wypowiedział tak cichutko, że słyszała je tylko ona.
Subskrybuj:
Posty (Atom)